Lifestyle Fox :3

Trzeba się śmiać, wariatkę grać, szczęśliwą być i z życia drwić!

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Minął jakiś tydzień od zdarzeń związanych z wujkiem. Prawie w ogóle z nim nie rozmawiałam. Jakoś nie potrafiłam. Każdy dzień mijał mi tak samo. Szkoła, jedzenie, spanie. Jednak potrzebowałam takiej rutyny po ostatnich tygodniach tego nieustannego zamieszania i chaosu. Wreszcie odpoczęłam od tego wszystkiego. Może nawet przyzwyczaiłam się do mieszkania tutaj. Na myśl, że dzisiaj nasza szkoła ma mecz z drużyną z przeciwnej szkoły robiła mi się klucha w gardle. Ogrom ludzi, hałas i bijatyki. Nie miałam na to ochoty, ale no cóż. Rozmyślając tak czekałam na ławce, aż zabrzmi dzwonek. Koło mnie przechodziła grupka ludzi patrząc na mnie ze wstrętem. Moja sytuacja z rówieśnikami przez ten czas się nie polepszyła, no ale cóż nie będę płakac z tego powodu. To nie mój wybór tylko ich. Moją uwagę przykuł wysoki chłopak o orzechowych oczach. Najpierw rzucił spojrzenie w moją stronę. Potem zaczął się wręcz wpatrywac. Nagle zadzwonił dzwonek i uczniowie zaczęli iśc w stronę hali sportowej. Ja jednak się ociągałam. Chłopak również pozostał na swoim miejscu.
- Nie śpieszy ci się ? - Zapytał niby to obojętnie, ale dalej się we mnie wpatrywał jakbym była co najmniej zielona.
- Jakoś nie lubię tego typu spotkań. - Odparłam próbując użyc luzackiego tonu, ale mój głos i tak zdawał się spięty. On potarł ręką o swój kark, a ja starałam się kontynuowac temat. - A ty nie grasz ? - Spojrzałam wymownie na jego umięśnione ręce.
- Gram, ale w 1 lidze, dzisiaj gra druga. - Uśmiechnął się jakby dumny ze swoich osiągnięc. - Dobra chodźmy, bo nas nauczyciele nakryją. - Wstał szybko, a ja poszłam za nim. - Więc czemu ludzie ze szkoły cię nie lubią ? - Rzucił, gdy zajmowaliśmy miejsce na ogromnej i wypełnionej już ludźmi hali.
- To chyba ze względu na moją rodzinę. - Nie bardzo chciałam się przed nim otworzyc. Nie wiedziałam czy mogę mu ufac, bo wyglądał na takiemu któremu powierzyc sekretu nie można. Kiwnął głową i pokazał bym usiadła koło niego. Wtem zabrzmiał gwizdek i zaczął się mecz koszykówki. Chłopak odwrócił się i z kimś gadał śmiejąc się. To pewnie ze mnie. Odwróciłam głowę i zdziwiłam się, gdy okazało się, że to chłopak którego widziałam w lesie. Poczułam się dziwnie. Starałam się skupic na meczu, ale to że siedział za mną on mnie rozpraszało.
- O proszę przyszła ta od Ravenwooda ! - Krzyknęła jakaś dziewczyna, a ja się odwróciłam. Zobaczyłam grupkę plastików, która się śmiała. Zlekceważyłam to. - Słyszałam, że jej wujaszek powinien iśc do paki ! - Ciągnęła dalej się śmiejąc. Poczułam rumieńce na policzkach. Nikt nie ma prawa obrażac mojej rodziny !
- Nie przejmuj się nimi. - Powiedział chłopak obok mnie jakby zobaczył, że się denerwuję.
- Ooo a gdzie twój tatuś Ravenwood ?! - Wszystkie wybuchły śmiechem, a ja poczułam jak wbiera się we mnie złośc. Nie, nie złośc. Wściekłośc. Jeszcze nigdy nie byłam tak wściekła. Poczułam falę gorąca. Zacisnęłam zęby. Próbowałam to zignorowac, ale to było silniejsze ode mnie. Wstałam i rzuciłam się na dziewczynę obrażającą moją rodzinę.
- Nie będziesz obrażac mojej rodziny suko ! - Uderzyłam ją pięścią prostą w twarz, ale nim zdąrzyłam dac upust emocją poczułam dwie osoby, które mnie łapią od tylu za ręce i odciągają.



Próbowałam się wyrwac, ale nic z tego. Odwróciłam głowę i spostrzegłam, że to chłopak z którym rozmawiałam i ten o zielonych oczach. Kiedy wyprowadzali mnie siłą do wyjścia ja poczułam ogromną satysfakcję. Z nosa tej chamskiej dziewczyny leciała strużka krwi, a ona biedna rozmazała sobie make-up. Uśmiechnęłam się do siebie i wtedy zostałam zamknięta w pomieszczeniu z piłkami.
- Co ty robisz ?! - Zaczął krzyczec chłopak o zielonych oczach. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Wskazał na moje ręcę. Moje żyły były strasznie czerwone. Drugi chłopak podał mi telefon i zobaczyłam, że moje oczy jakby zżółkły. Zawsze były brązowe teraz były jakby piwne. Zamarłam. Jak to możliwe ? - Więc ty nie wiesz ?
- O czym ? - Wydusiłam z siebie ledwo patrząc ze zdumieniem na swoje oczy.
- Nie udawaj głupiej ! - Krzyknął chłopak o zielonych oczach i na jego rękach również pojawiły się czerwone żyły.
- Aaron wyjdź ! - Dopiero teraz poznałam jego imię. Aaron wyszedł posłusznie trzaskając drzwiami i zostałam tylko z chłopakiem o orzechowych oczach.
- Co się dzieję ? - Zapytałam go nie pewnie. Dalej nie wiedziałam czy mogę mu ufac.
- Posłuchaj nie mogę teraz z tobą o tym rozmawiac. Przyjdź jeszcze dzisiaj o 19:00 do kafejki Steven'a. Wszystko ci powiem tylko idź teraz do domu ! Nie możesz zostac w szkole. - Mówił szeptem, a ja ciągle kiwałam głową. Kiedy to mówił patrzał mi w oczy, a to sprawiło, że kompletnie mu zaufałam.

***

Biegłam ile sił w nogach lasem. Nie mogłam wrócic do domu. Przecież Dalia by mnie zabiła gdyby dowiedziała się, że wagaruję. Wystarczyło kilka minut bym znalazła się na polance, na której niegdyś się bawiłam i na której zostałam ugryziona. Od tamtego momentu tam nie byłam, ale teraz miałam ochotę tu przeczekac mecz. Usiadłam w tym samym miejscu opierając się głową o pień. Nim zdążyłam zamknąc oczy i w pełni się zrelaksowac usłyszałam cichutki szelst. Otworzyłam szybko oczy i wdrapałam się na drzewo. Teraz mnie nie ugryzie. Wyczekiwałam w skupieniu wilka. I faktycznie chwilę później wyszedł ten z którym ostatnio biegałam. Odetchnęłam z ulgą i zeszłam na dół. Wilk od razu do mnie podbiegł i skoczył na mnie, a ja runęłam na ziemię. Na początku przestraszyłam się, ale on mnie znowu tylko polizał. Zaśmiałam się i go pogłaskałam. Nie musiałam się go bac. Był moim przyjacielem. Jedynym przyjacielem ...
27.01.2015 o godz. 17:20
Z trudem otworzyłam oczy. Przed sobą zobaczyłam śnieżno biały sufit, który mnie uspokoił. A więc jestem w niebie. Uśmiechnęłam się. Było tak pięknie cicho. Słyszałam tylko mój miarowy oddech i spokojne bicie serca. Podźwignęłam się na łokciach i ku mojemu rozczarowaniu byłam w małym, białym pomieszczeniu. Szpital. Tylko nie to. Odgarnęłam włosy z twarzy i spojrzałam na rękę, do której była podłączona rurka. Byłam podłączona do jakiejś maszyny. Mój spokój nagle prysł jak bańka mydlana. Więc jednak żyję. Rzeczywistośc była okrutna. I wtedy usłyszałam donośne pukanie do drzwi. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedziec otworzyły się z impetem, a do środka wszedł jakiś nieznajomy mężczyzna. Nic nie mówiąc z precyzją wyrwał mi rurkę z ręki. Pociągnął za rękę.
- Hej ! Co ty robisz ? - Zapytałam przerażona, ale wyszedł ze mnie tylko zduszony szept.
- Cicho bądź. Odwiozę cię do domu. Twój wuj kazał mi po ciebie przyjechac. - Mówiąc to trzasnął drzwiami i prowadził mnie przez korytarz pełen pielęgniarek i ludzi w długich szpitalnych koszulach. Przestraszona ledwo szłam o własnych nogach. Gdyby mnie puścił na pewno bym upadła. Co tu się dzieję ?
- Wujek nie ma znajomych. - Dotarło do mnie, że wuj Malcolm od iluś lat nie wychodzi z domu. Jakim cudem utrzymuje jeszcze jakiekolwiek kontakty z innymi ludźmi ? Czy to w ogóle możliwe by człowiek aspołeczny miał jakich kolwiek znajomych ?
- Słabo go znasz. - Uśmiechnął się pobłażliwie i otworzył drzwi prowadzące na dwór. Poczułam chłód. Chłód, który mi nagle coś przypomniał. Wczorajszą noc. O ile była to wczorajsza noc, bo nie wiem ile spałam. Pamiętam, gdy niósł mnie policjant. Pamiętam jego głos i to przeraźliwe zimno. Ale nie pamiętam co było potem. Musiałam stracic przytomnośc. Gdy przeszliśmy przez parking mężczyzna popchnął mnie do auta, a sam usiadł za kierownicą i nim zdążyłam zapiąc pasy ruszył. Przyjrzałam się mu. Był wysoki, umięśniony z mocno zarysowaną szczęką i ciemnych wręcz czarnych oczach. Trochę przerażał, ale nie czułam strachu. Wpatrywałam się w las za szybą. Tak bardzo kochałam las. Miałam teraz ochotę zrobic coś szalonego. Coś spontanicznego. Czyżby w mojej kroplówce była jakaś dziwna substancja ? Bez większego namysłu otworzyłam drzwi jadącego auta. Kierowca spojrzał na mnie z przerażeniem. Uśmiechając się odpięłam pas i wyskoczyłam z pędzącego auta wprost na skraj lasu. Kostka mnie mocno zabolała, ale zignorowałam ją. Mężczyzna się zatrzymał.
- Wracaj tu głupia dziewczyno ! - Ale ja tylko podniosłam się odwróciłam na pięcie i pobiegłam w las czując niesamowity przypływ energii i wiatr smagający moje włosy. Czułam wolnośc.
***
Weszłam cicho do domu, ale w drzwiach już czekał wuj Malcolm.
- Gdzieś ty była ?! - Wyglądał na wściekłego, mimo że jest z natury spokojnym człowiekiem.



- Przepraszam. Wolałam się przejśc na pieszo niż jechac z twoim znajomym. - Udawałam niewinną. Wuj pokręcił głową. Do domu weszła zaniepokojona Dalia.
- Dziecko ! - Rzuciła się na mnie, ale ja ją odepchnęłam. Spojrzała zszokowana.
- Dalio ! Nigdy więcej żadnych szpitali ! Nigdy ! - Wuj wyglądał jakby zaraz miał się na nią rzucic i ją uderzyc.
- Miałam pozwolic by zginęła ? Była taka zimna .. - Dalii popłynęły łzy po polikach. Poczułam wyrzuty sumienia, że ją odepchnęłam. Chciała dobrze. Chciała mi pomóc.
- To nie jej wina ! - Wrzasnęłam, w teraz na mnie wuj spojrzał z wściekłością. Wpatrywałam się w jego brązowe oczy, które zdawały jaśniec. Zupełnie jakby stawały się piwne. Wuj zamrugał i odszedł tak szybko, że niemal biegł. Poszłam za nim szybko, a on wszedł do łazienki i zanim zdąrzyłam wejśc zamknął się w niej. Poczułam się dziwnie. To wszystko dzieję się za szybko. Z rozmyśleń wyrwał mnie przeraźliwy huk. Pukałam do łazienki i wrzeszczałam do wujka, ale ten nie odzywał się. Z salonu słyszałam szlochanie Dalii. Dosyc tego ! Z całej siły trafiłam kopniakiem w drzwi. Ból w kostce odezwał się, ale nie obchodziło mnie to teraz. Drzwi runęły na podłogę. Wpadłam do łazienki i zobaczyłam porozwalane szafki na podłodze oraz potłuczone lustro. Rozejrzałam się gorączkowo po pomieszczeniu. Gdzie wujek ? I wtedy mój wzrok natrafił na otwarte okno. Podeszłam do niego, ale nic nie zobaczyłam oprócz pięknego lasu. Zdruzgotana i zszokowana całym zajściem oparłam głowę o ścianę i spojrzałam w swoje zniekształcone odbicie w lustrze. Po policzku popłynęła mi łza, którą szybko otarłam rękawem. Miałam byc silna. W głowie mi huczało. Tu się działo coś złego. Bardzo złego ...
26.01.2015 o godz. 19:42
Witajcie ! Nie sądziłam, że wrócę do tego bloga, a jednak zatęskniłam ;] Ale trochę zmieniłam wygląd jak i jego treśc. Postanowiłam, że będę tu pisac moje opowiadania [ głównie Mowę wilków. ] oraz od czasu do czasu takie moje '' kartki z pamiętnika ''. Ale może będę też pisac o swoim życiu itp, bo jestem bardzo zmienna :D
Wielu z wam podobało się moje opowiadanie, więc mam nadzieję, że dalsze losy Agnes będziecie czytac równie chętnie jak kiedyś. Za chwilkę dodam 8 rozdział ;]
26.01.2015 o godz. 19:33
Dzisiaj postanowiłam, że dodam prolog innej mojej książki, którą pisałam już dośc dawno. Nie została dokończona. Zatrzymałam się cna 5 rozdziale. Ale jakoś tak, gdy dzisiaj sobie czytałam ten prolog stwierdziłam - może kiedyś napiszę więcej ? Piszcie co sądzicie i czy chcecie pierwszy rozdział ;]

Pamiętam dzień kiedy szłam ciemną, cichą i mroczną ulicą. Miałam 12 lat. Wracałam z urodzinowej imprezy przyjaciółki. Był środek listopada. Było już późno. Wiatr hulał i wiał w twarz. Było mi zimno, chociaż miałam na sobie kurtkę, szalik i ciepłe kozaki. Szłam ulicą oświetloną wyłącznie kilkoma lampami, jednak nie dawały one dużego oświetlenia. Bałam się. Szłam zupełnie sama. Nagle poczułam, że pada deszcz. Naciągnęłam kaptur na głowę i szłam dalej szybkim krokiem. Moje ręce zamarzały, więc włożyłam je do kieszeni kurtki. Nagle zobaczyłam, że krzaki koło mnie się poruszyły. Przestraszona przyspieszyłam kroku żałując, że nie idę teraz z moją przyjaciółką. Wtedy na pewno bym się tak nie bała. Nagle usłyszałam jakieś kroki. Przerażona odwróciłam się, jednak nic nie zobaczyłam. Szłam dalej, ale miałam wrażenie, że ktoś za mną idzie. Jednak co się oglądałam nic nie widziałam. Za chwilę znowu usłyszałam kroki. Odwróciłam się, ale dalej nic. Nagle spostrzegłam, że muszę przejśc ulicą bez lamp. Na dodatek był tam duży most, pod którym nic nie było widac. Przeraziłam się, modląc się żeby to co ruszało się w krzakach było jakimś psem. Kiedy weszłam na nie oświetloną ulicę poczułam jak ktoś mnie szarpnął za rękę. Zabolało, ale strach był silniejszy od bólu. To nie mógł byc pies.
- AAA!!!- Zaczęłam krzyczec, ale ktoś mi zakrył usta ręką. Serce biło mi jak oszalałe, a na skórze poczułam gęsią skórkę. To był człowiek. Poczułam zimny pot na czole.
- Spokojnie. To nie będzie bolec.- Szepnął mi do ucha jakiś przeraźliwy zimny głos. Po barwie mogłam rozpoznac, że to kobieta. Zaczęłam się zastanawiac co miała na myśli mówiąc to nie będzie bolec. Miałam ochotę wrzeszczec, wołac pomocy, błagac, ale miałam zatkane usta. Jednak nie wiem czy i tak byłabym zdolna cookolwiek powiedziec, bo czułam ogromną gulę w gardle. Oczy mnie zapiekły. Zobaczyłam tylko czarny kształt postaci. Kiedy odzyskałam świadomośc i zmysły zaczęłam się wyrywac kobiecie, ale ona mnie odepchnęła. I to z taką siłą, że upadłam na ziemię i zderzyłam się z mostem. Poczułam jak pulsuje mi głowa. Strasznie mnie bolała. Dotknęłam jej ręką i poczułam, że mocno krwawi. Ból był okropny. Czego ona ode mnie chciała? Bałam się jak jeszcze nigdy w życiu.
- Lepiej ze mną nie zadzieraj !- Syknęła hałaśliwym i wstrętnym głosem. Jęknęłam z bólu i rozpaczy.
- Bo źle to się dla ciebie skończy.- Powiedziała oschle. Poczułam, że ścisnęła mnie mocno za ramię. Tak mocno, że krew mi nie dopływała. Podniosła mnie do góry. Poczułam jak bolą mnie nogi. Tak mi się trzęsły, że myślałam, że zaraz upadnę. Poszła ze mną kawałek w stronę mostu. Popchnęła mnie do ściany. I pochyliła się nad moją szyją.
- Niee!!!- Krzyczałam, korzystając z okazji, że mogę krzyczec. Tak naprawdę nie wiedziałam co chce mi zrobic, ale to na pewno nie miało byc nic dobrego.
- Zamknij się! Jeśli życie ci miłe...- Krzyknęła i znów pochyliła się nad moją szyją. Chciałam krzyczec, ale się bałam. Nagle poczułam coś kującego w szyi. Zapulsowało. A potem zaczęło strasznie piec. Zaczęłam krzyczec z bólu. Czułam jakbym paliła się żywcem. Ona kiedy skończyła popchnęła mnie na ziemię i uciekła.
- Zemsta jest słodka.- Powiedziała tylko.
Patrzałam na to z jaką szybkością biegła, ale poczułam w szyji narastający ból. Zaczęłam się mocno trząśc. Krzyk, ani płacz nie pomagał. Jednak nie wiedziałam jak długo to będzie trwało. Kurtkę miałam brudną i okrwawioną. Przed oczami miałam mgłę. Szyja piekła coraz bardziej. Ból głowy to było nic w porównaniu z przeszywającym bólem szyi. Mgła przed oczami była coraz silniejsza, a jednak ból nie ustępował. Darłam się jak opętana. Nagle usłyszałam jak ktoś daleko biegnie. Jednak szyja tak piekła, że nie mogłam ją ruszac. Chciałam umrzec. Cierpienie było nie do zniesienia. Miałam nadzieję, że to tak kobieta wróciła by mnie zabic, bym zaznała spokoju. Jednak zanim zdąrzyłam usłyszec coś jeszcze w głowie poczułam pustkę. Zrobiło mi się ciemno przed oczami jakbym zasnęła. Przez chwilę pomyślałam, że to śmierc nadchodzi. Tak, umierałam. I nagle przed oczami zobaczyłam chłopaka. Był całkiem ładny. Stałam przed nim i wyznałam mu miłośc, a on mnie wyśmiał. Później ujrzałam siebie w szpitalu. Stali przy mnie lekarze, którzy robili mi reanimacje. Następnie zobaczyłam jak stoi przede mną jakaś kobieta, która mnie zaatakowała. Później usłyszałam przeraźliwy pisk opon.To był dziwne. To nie była śmierc, ani sen. Rzeczy, które ujrzałam nigdy się nie wydarzyły, a jednak były realistyczne. W każdej sytuacji miałam pecha. Nie rozumiałam tego. Potem znowu zrobiło mi cię ciemno przed oczami. Poczułam, że przestałam wic się z bólu. Poczyłam jak spadam z wielkiej przepaści w czarną dziurę. Jak moje myśli się ulatniają. Jak moje życie się ulatnia. Poczułam cisze i błogi spokój. Nie było już strachu, bólu. Było tylko niebo...
05.12.2014 o godz. 17:20
Zapach lasu łagodził mój smutek. Po pogrzebie była wykończona. Płakałam bez przerwy. Teraz idąc spokojnie myślałam nad moim życiem. Nie chciałam wracac do Seattle. W dodatku działy się tu dziwne rzeczy. Miałam ochotę uciec z tego miescja. I nagle poczułam zapach pięknych męskich perfum. Wdychałam głęboko zapach próbując określic gdzie się znajduję. Przyśpieszyłam kroku jednocześnie starając się zachowywac cicho. W końcu usłyszałam męski głos. Oparłam się o grube pień drzewa i spojrzałam za niego. To co zobaczyłam sprawiło, że zmarłam. Chłopak o zielonych oczach, którego imienia nie znam do tej pory głaskał czarnego wilka. Przestraszyłam się widząc, że to wilk z moich snów. Wilk, który mnie ugryzł. Wilk, który mógł mnie zabic. I wtedy usłyszałam ciche warknięcie.
- Co się dzieję ? - Zapytał szeptem chłopak i spojrzał mi prosto w oczy. Nim zdąrzyłam zareagowac zerwał się z miejsca i zaczął uciekac tak szybko, że sekunde później już go nie widziałam. Wilk został w swoim miejscu wpatryjąc we mnie swoje żółte oczy tak przerażające, że przechodził mnie dreszcz. Zaczęłam się cofac do tyłu. Mój koszmar stał się rzeczywistością. Ciągle cofając się do tyłu uderzyłam w pień drzewa i usłyszałam jak się łamię. Pisnęłam, gdy drzewo hukło z całej siły o ziemie. Wtedy usłyszałam wycie, a wilk pobiegł jeszcze szybciej niż chłopak. A ja stałam tak nieruchomo. Nie miałam siły uciekac. Widziałam tylko to groźne spojrzenie wilka. Jego kły. Jego ...

***
Czułam ciepło. Zdawało mi się, że się przemieszczam. Z trudem próW końcu je otworzyłam i drgnęłam, gdy zobaczyłam, że ktoś mnie niesie na rękach. Podniosłam głowę i zobaczyłam jakiegoś obcego mężczyzne o mocno zarysowanej szczęce. Był bez koszulki, a od jego ciała biło ciepło.
- Kim jesteś ? - Zapytałam ochrypłym głosem i zaczęłam kaszelec. Było mi tak cholernie zimno, a jego ciało był jedynym źródłem ciepła. Wszędzie wokoło było ciemno. Byłam przerażona. Kim on jest i gdzie mnie niesie ? Co chcę zobic ?
- Policjantem. - Rzekł krótko niskim głosem.
- C-co się stało ?
- Zemdlałaś w lesie. Znalazł cię leśniczy. Twoja rodzina już czeka. Co ty robiłaś sama w lesie tak daleko od domu ? - Zapytał ostrym tonem, a ja próbowałam sobie przypomniec co się wydarzyło. Jakim cudem zemdlałam ? Po koleji zaczęło mi się przypominac co się wydarzyło. Czy powinnam powiedziec o wilku ? Wtedy jednego uchroniłam, ale tego za bradzo się bałam. Zdecydowanie powinnam powiedziec co się zdarzyło naprawdę.
- Spacerowałam. Widziałam tam wilka. - Powiedziałam po dłuższym czasie.
- Wilka ? - Policjant na chwilę przystanął. Zobaczyłam w oddali światło. To chyba były lampy. - No dobrze opowiesz wszystko kiedy odpoczniesz. Twoje ciało jest wyziębione. Zbliżaliśmy się do ulicy pełnej lamp, a ja usłyszałam znajomy głos.
- Agnes ?! Agnes na litośc boską. - Obok mnie znalazła się Dalia, która mnie przytuliła. - Panie policjancie czy wszystko będzie z nią w porządku ? - Dalia miała bardzo zatroskany ton głosu.
- To musi stwierdzic lekarz. Jak na razie ... - Więcej już nie słyszałam. Miałam wrażenie jakby lampy zgasły. Znalazłam się w ciemności. Już nie było mi zimno. Poczułam błogi spokój. Ostatnie co usłyszałam to moje imię, a potem nastała całkowita cisza...
05.12.2014 o godz. 15:34
Hej ;] Wczoraj mnie nie było, bo jakoś ni było o czym pisac. Dzisiaj przeglądając mój komputer znalazłam wpisy z okresu, gdy pokłóciłam się z przyjacielem. Nie była to jakaś poważna kłótnia. Po prostu czasami ten człowiek mnie irytuje ;] Wtedy odczuwałam potrzebę napisania czegoś co przypomina taki sarkastyczny pamiętnik. Sami zobaczcie i napiszcie czy chcecie więcej takich wpisów :D

DO DUPY !
Piszę tu, bo przechodzę ciężki okres. A mianowicie okres, w którym zdałam sobie sprawę, że moje życie jest do dupy. Wydaję się to śmieszne, bo ten okres już trwa sporo czasu. Jeśli mi nie wierzycie to wystarczy spojrzec na mój internet na telefonie, by się przekonac, że jest do dupy. Od jakiś 30 minut próbuję pobrac aplikację Diaro, ponieważ czuję w sobie chęc napisania pesymistycznego opisu mojego życia. No tak zbiera mi się na refleksje pół godziny przed spaniem. Tak czy inaczej mój telefon nie chcę się zaśmiecac aplikacjami, więc pozostało mi odpalenie po kryjomu laptopa. Następnym argumentem, że moje życie jest do dupy jest to, że nie umiem cicho pisac na laptopie i za pewne zaraz dostanę opierdol od rodziców, którzy wpadną do pokoju. A wszystko przez ten pieprzony internet na telefonie. Chyba rozmawianie ze ścianą mi się znudziło, bo teraz przelewam moje myśli na laptopa... W końcu dla niektórych [ a pisząc niektórych mam oczywiście na myśli konkretną osobę, której nie pozdrawiam ] to nie ważne czy rozmawiam z osobą czy ze ścianą. Co kogoś to obchodzi, w końcu to też jakiś towarzysz. Taak właściwie ściana mnie najlepiej rozumie. Mogę się na niej oprzec. Pewien człowiek, który od dziecka jest chamski napisał mi 'spoko', gdy napisałam mu, że pogadam ze ścianą. No cóż w końcu każdy na codzień rozmawia ze ścianami, przecież to najlepszy przyjaciel człowieka. A tak na serio chyba lubię walic sarkazm za sarkazmem i nawet sama się w nich gubię. Nie wiem po co to piszę, ale ściana po prostu już nie wystarcza. Zastanawia mnie czy zdołam tak pieprzyc do 22... Hmm ściana mówi, że nie ma nic przeciwko, żebym się o nią opierała do 22 - widzicie ? Prawdziwy przyjaciel człowieka. Ściana - zrozumie, przytuli, pocieszy. Lol to takie żałosne, ale ją lubię. Jest taka zimna, a zarazem ciepła. Chyba miałam coś w piciu... TABLETKA GWAŁTU ! Strzeżcie się ! Ktoś mi dodał jakiś szajs i wszystko jasne. Na pewno ten chamski człowiek włamał mi się do domu i nasypał coś do picia. A ściana na pewno go widziała ! Ehh chyba serio mi coś jest. Ale będzie fajnie jak jutro to sobie przeczytam. Pośmieję się razem ze ścianą z tych moich zajebiście udanych sarkazmów. W sumie wydaję mi się, że rozmawianie ze ścianą jest w wielu przypadkach ciekawsze niż rozmawianie z niektórymi ludźmi. Mam na myśli szczegółnie takich, którzy totalnie się nie udzielają w konwersacji i którzy znikają na tak długo, że rodzina dzwoni w sprawie załatwiania trumny. Uzgadaniam ceny aż tu nagle ' jestem '. I co wtedy ? Najlepiej kupic trumne i pochowadź na żywca. Dopiero teraz zauważyłam, że zmieniłam temat, bo wszystko miało dotyczyc tego jakże wulgarego 'do dupy'. No taak, ale Klaudia to miszczu zmieniania tematu. To mój ukryty talent. Niczym telepatia. O tak telepatia to ciekawe zjawisko. Szczególnie to doświadczone z Benią. Rozumiem z Sandrą, Agatą, Motłem, ale Benią ?Co ona ma ze mną wspólnego ?A Co jeżeli to moja rodzina ? .. Nie. Nie możliwe u mnie w rodzinie nikt nie ma takiej pojemnej dupy. No chyba, że ciocia Krysia. Nie zapomnę tego przerażającego widoku, gdy usiadła na chustawce i dupa jej wychodziła po bokach. No cóż wiele horrorów się widziało w dzieciństwie. Trałma została. Ciocia Krysia też została. I jej dupa też została. Benia to chociaż schudła. O i znowu mistrz tematu ! Powinnam dostac za to rekord Guinessa [ jak kolwiek się to piszę ]. Ciekawe czy tylko ja jedna mam telepatię z Benią, bo czy to nie dziwne, że wiem kiedy mnie zapyta ? Wiem to, a w ogóle na nią nie patrzę. Nie patrze jej w oczy. Ale słysze głos w myślach 'teraz mnie zapyta. Teraz mnie zapyta. Teraz mnie zapyta.' To mnie przeraża. WOWOWOW ! Łapie mi tu jakieś wi-fi. Czyżby sąsiad miał wi-fi ? Brzmi kusząco, ale jest jedna kreska i hasło, w które bezmyślnie wpisałam 'internet'.Tak wiem. Ta gimnazjalna mądrośc. Wygląda na to, że się z tym wi-fi nie połącze, więc chyba lepiej odpuścic. No i tym sposobem pisałam na 298420358 tematów. Napisałam wszystko co mnie dręczyło, nie muszę już rozmawiac z moją ścianą. Tak więc mogę już w spokoju iśc spac...
05.12.2014 o godz. 14:08
Wpatrywałam się w sufit nie mogąc zasnąc. Myślałam o tacie.



Tak bardzo mi go brakowało. Jutro miał się odbyc pogrzeb. Wujowi zależało by odbył się w Seattle - jego miejscu urodzenia. Bez niego czułam się taka samotna, a wracanie tylko do Seattle sprawiało, że brakowało mi go jeszcze bardziej. Pamiętam jak bujał mnie na huśtawce, którą sam dla mnie zrobił. Pamiętam jak codziennie chodził ze mną do lasu na spacery, które od dziecka uwielbiałam. Pamiętam jak mówił mi, że mnie kocha, gdy szłam spac. Na te wspomnienia poczułam łzy w oczach. Nie wiem jak jutro dam sobie radę na pogrzebie. Boję się. Usiadłam na łóżku. I tak wiedziałam, że nie zasnę. Przetarłam policzki, po których popłynęły łzy. Podeszłam do okna i je otworzyłam. Zawsze by się uspokoic otwierałam okno. Świeże powietrze mi pomagało. Odedchnęłam zimowym powietrzem i wpatrywałam się w idealnie okrągły księżyc. Nagle wpadłam na pomysł by pójśc do kuchni zrobic sobie ziołową herbatkę, którą zawsze dawała mi Dalia, gdy się denerwowałam. Zeszłam, więc po schodach starając się już nie myślec o tacie. Przechodząc przez salon zauważyłam, że wujka nie ma. Tymczasem telewizor był włączony na wiadomościach. Dziwne. Nagle zobaczyłam, że okno w salonie jest otwarte na oścież. Serce gwałtownie zaczęło mi szybciej bic. Gdzie był wujek ? I dlaczego okno było otwarte ? Pobiegłam schodami na górę i zapukałam do drzwi pokoju wujka, ale nie czekając na żadną odpowiedź otworzyłam drzwi z impetem przytrzymując je, bo prawie wypadły z zawiasów.
- Wujku ? - Powiedziałam do pustego pokoju. Zakmnęłam drzwi i pobiegłam korytarzem do pokoju Dalii.
- Dalia ? - Zawołałam ją szeptem, gdy tylko weszłam. Poczułam ulgę, gdy zobaczyłam ją smacznie śpiącą. - Dalia ! - Powiedziałam głośniej i szturchnęłam ją w ramię trochę za mocno.
- Ee, C-co ? - Dalia ocknęła się i usiadła na łóżku patrząc na mnie nie przytomnie. - Dlaczego ty nie śpisz ? - Rzekła niezadowolona.
- Dalio to teraz nie ważne. Gdzie jest wujek ? - Zapytałam zdesperwana.
- Pewnie ogląda telewizor. - Rzuciła Dalia znudzonym tonem i połóżyła się z powrotem na łóżku.
- Dalia ! - Znowu ją szturchnęłam. - Ale wujek nie ogląda telewizji ! Poza tym okno w salonie jest otwarte.
- Jezu. Agnes, przecież wiesz, że wujek lubi siedziec przy otwartym oknie, bo ...
- Ale go nigdzie nie ma ! - Przerwałam jej zdenerwowana. Dalia się podniosła ze zdenerowowaną miną.
- Może poszedł do łazienki ! Agnes nie denerwuj mnie tylko idź spac ! - Strasznie zła trzasłam drzwiami z całej siły i znowu wypadły z nawiasów. Dalia spojrzała na mnie tylko z zezłoszona. Poszłam w stronę swojego pokoju. Już nie chciałam tej herbatki. Nie chciało mi się wierzyc, że wujek był w łazience, skoro nie paliło się w niej światło. Już sama nic nie rozumiem. Położyłam się do łóżka z nadzieją, że w końcu usnę.
***
Obudziłam się dośc wcześnie. Co prawda zasnęłam, ale bardzo późno, więc byłam niewyspana. Przeciągłam się w łóżku i zeszłam na dół po schodach.
- Powinnieneś bardziej uważac i zamykac za sobą okna. - Usłyszałam rozwścieczony głos Dalii dochodzący z kuchni. Przystanęłam przy schodach i słuchałam rozmowy.
- Oj Dalio, przecież niczego się nie dowiedziała czym więc sie tak denerwujesz ? - Mówił wuj jak zawsze spokojnym głosem.
- Nie chcę cię ciągle kryc...
- Ale musisz. Bez względu na wszystko.
- Prędzej czy później i tak się dowie.
- Ale wole później niż prędzej. - Mówiąc to usłyszałam kroki. Udawałam, więc że schodzę ze schodów.
- Cześc Agnes. - Powiedział wuj z uśmiechem idąc w stronę salonu.
- Cześc. - Powiedziałam oschłym tonem. Wyraźnie rozmawiali o mnie. Tylko jaki był sens tej rozmowy ? Dlaczego Dalia musiała kryc wuja i przed wszystkim przed czym ? W tym domu była jakaś tajemnica o której najwyraźniej nikt nie chcę bym się dowiedziała ...
02.12.2014 o godz. 17:53
Kolejny dzień w szkole nie zapowiadał się obiecująco. Szczerze to sama nie wiem jak go przetrwam. Minęła raptem pierwsza lekcja, a ja już chcę do domu. Nikt się do mnie nie odzywa z wyjątkiem rzecz jasna nauczycieli. Idąc korytarzem w stronę sali, w której powinnam miec historię wpadłam na mojego kuzyna. Aż ciężko było mi w to uwierzyc, bo nie widzieliśmy się przez 6 lat. Na początek go nie rozpoznałam, ale gdy tylko podszedł i zrobił ten charakterystyczny uśmiech nie mogłam go pomylic z nikim innym.
- Agnes ! jak dawno się nie widzieliśmy. - Przytulił mnie na środku korytarza na co kompletnie nie byłam gotowa. Uczniowie przemierzający korytarz patrzeli na nas ze zdziwieniem.
- Ee cześc Peter. Faktycznie sporo minęło.- Mruknęłam. Nieswojo czułam się w jego towarzystwie. Kiedyś co prawda byliśmy bardzo blisko, ale to były dawne czasy. Teraz nie byliśmy już dziecmi i było wyczuwalne pomiędzy nami małe napięcie.
- Jej jak wyładniałaś przez te lata. - Powiedział z uśmiechem.
- Jak zwykle najlepszy w komplementach.- Powiedziałam niechętnie.
- A ty jak zwykle najlepsza w sarkazmach.- Puścił mi oczko. Trochę dziwne, że wcześniej na niego nie trafiłam, ale biorąc pod uwagę to, że szkoła jest taka wielka to chyba nie powinnam byc tym zaskoczona.
- Idziesz na dzisiejszy mecz ?- Im dłużej na niego patrzałam tym bardziej byłam przekonana, że Peter wiele się nie zmienił. Ciemne brązowe włosy, które ciągle poprawiał. Cwaniakowy sposób chodzenia i mówienia. I te charakterystyczne słodkie dołeczki w policzkach, do których zdecydowanie miałam słabośc.
- Jaki mecz ? - Spytałam obojętnie. Dobrze wiedział, że nigdy się nie interesowałam sportem i to się nie zmieniło.
- Dzisiaj gra nasza drużyna koszykarska z gepardami. Nic nie wiedziałaś ? - Zmarszczył czoło. No tak. Jak mogłam nie wiedziec...



- Chodzę do tej szkoły od tygodnia. Skąd mam wiedziec kiedy jest sezon ? - Zirytowana poaptrzałam jak znowu poprawia sobie grzywkę.
- Cześc misiu. - W naszą stronę przybiegła jakaś tleniona blondynka z tapetą na twarzy i dała Peterowi buziaka w policzek. Peter objął ją w talii.
- Yy Agnes to jest ...
- Nieważne. - Przerwałam mu i odeszłam szybko zanim zacznie mi przedstawiac swoje dziewczyny. Szłam myśląc o tym czemu właśnie takie dziewczyny mają powodzenie u chłopaków. Zamyślona nawet nie zauważyłam, że na kogoś weszłam.
- Przepraszam. - Burknęłam cicho i spojrzałam w górę na wysokiego chłopaka. Przede mną stał chłopak o zielonych oczach. To były te oczy, które mnie zahipnotyzowały po rozwaleniu kosza. A więc to on.Chłopak zdawał się byc zdenerwowany.
- Patrz jak chodzisz ! - Krzyknął i popchnął mnie lekko, żebym się posunęła. Odszedł zanim zdążyłam się zatracic w jego oczach...
***
Wracając do domu musiałam przejśc przez park. Bardzo lubiłam tędy chodzic. Był tu wyłożony śliczny chodnik z kamienia, pełno drewnianych ławek i oczywiście ogromna fontanna. Szłam wolno myśląc o wilku, z którym nie dawno biegłam. To było takie piękne. Poczułam z nim pewnego rodzaju więź. Chociaż wiem, że to głupio brzmi.
- Ej mała ! - Odwróciłam automatycznie głowę, żeby sprawdzic kto to woła. Nie daleko za mną szło kilku dorosłych mężczyzn z flaszkami. Byli pijani. Przyspieszyłam kroku.
- Mała gdzie się tak spieszysz ! Spokojnie ! Poczekaj na nas ! - Przyspieszyłam jeszcze bardziej, mimo że oni i tak raczej nie mieli szans na dogonienie mnie. I wtedy jeden z nich zaczął biec. Zaczęłam szybko uciekac przerażona. Bałam się, że mi coś zrobią. I wtedy mnie złapał. Objął w pasie i przysunął z całej siły do drzewa. Przestraszona miałam zacząc krzyczec, gdy zatkał mi usta dłonią.
- Cichutko. - Powiedział, a mi się zrobiło niedobrze. Nagle usłyszałam ciche warknięcie. Niemożliwe. Było tak ciche, że aż nie byłam pewna czy słyszałam je naprawdę. Słyszałam ciche kroki jakby ktoś się czaił. I nagle upadłam z impetem na ziemię. Podniosłam głowę i zobaczyłam wilka, z którym ostatnio biegałam. Skoczył na mężczyznę, który mnie objął. Pod głową mężczyzny była kałuża krwi. Czułam jej silny zapach. Widocznie kiedy wilk na niego skoczył on uderzył głową o drzewo. Na widok takiej ilości krwi zrobiło mi się słabo. Już nic nie rozumiałam. Skąd ten wilk się wziął w parku ? I czemu znowu mnie uratował ? Reszta pijaków na widok wilka zaczęła uciekac, a ja nie mogłam się ruszyc, ale musiałam uciec. Musiałam uciec od tego zapachu krwi. On mi sprawiał ból. Przypominał mi ten sen. Podniosłam się z ziemi cała obolała. Uderzyłam o nią tak mocno, że pewnie będę cała posiniaczona. Wilk kiedy wstałam uciekł z powrotem do lasu. Chyba chciał, żebym pobiegła razem z nim, ale ja nie mogłam. Chciałam jak najszybciej znaleźc się w domu. To co tu się dzieję mnie przeraża. Chcę zapomniec o ostatnich tygodniach. Chcę wrócic do Phoenix. Chcę znowu miec przy sobie tatę...
17.11.2014 o godz. 18:12
Od jakiegoś czasu myślałam, żeby pokazac wam jak ja wyobrażam sobie bohaterów opowiadania '' Mowa wilków ''. Szukałam różnych aktorów i aktorek, którzy by idealnie do nich pasowali. Niestety to jednak trudniejsze niż myślałam i na razie mam tylko główną bohaterkę - Agnes. Szukałam jakąś godzinę i mam. Wyobrażam ją sobie tak :



A teraz może trochę o Agnes, bo powinnam ją przedstawic na samym początku ;]
Agnes ma 16 lat. Z natury jest raczej nieśmiała i zamknięta w sobie, ale jeśli ktoś ją pozna lepiej okazuję się,że jest zabawna i przyjacielska. Od dziecka miała kłopoty z relacjami towarzyskimi. Jest trochę dziwna, ale może to z braku przyjaciół. Wychowała się na przedmieściach Seattle. Jej matka zmarła zaraz po porodzie, więc opiekę nad nią przejął ojciec, który zamieszkał razem ze swoim bratem w starej posiadłości. Agnes w szkole była nękana i przezywana. Nigdy nie miała prawdziwego przyjaciela. Czuła się odrzucona przez rówieśników, dlatego trzymała się na uboczu. Życie dużo ją nauczyło, dlatego jest dośc dojrzałą osobą. W gruncie rzeczy mimo iż wydaję się byc dziwna tak naprawdę jest zwykłą nastolatką.

Mam nadzieję, że trochę zbliżyłam wam jej postac chodź prędzej czy później sami ocenicie jaka właściwie ona jest :D

14.11.2014 o godz. 21:13
Obudziłam się na czymś miękkim. Próbowałam otworzyc oczy, ale powieki mi ciążyły, więc tylko je zamykałam i otwierałam na przemian. Próbowałam zgadnąc gdzie jestem, ale to miejsce totalnie mi nic nie mówiło. Z trudem usiadłam. Leżałam na jakiejś czarnej skórzanej sofie. Zdawało się, że byłam w jakimś gabinecie. W pomieszczeniu znajdowało się biurko, a na nim sterta papierów, komputer, kilka brudnych filiżanek po kawie. Na przeciwko biurka znajdowały się dwa fotele, a obok wielka szafa na której było mnóstwo pucharów i medali. Kiedy przyglądałam się pomieszczeniu usłyszałam skrzypnięcie drzwi. Zza nich wszedł pewien stary mężczyzna w okularach na nosie i siwiejących włosach.
- O widzę, że się panna obudziła.- Mruknął ściągnął okulary i usiadł na kręconym fotelu przy biurku. Wypełniał jakieś papiery, a ja siedziałam zupełnie zdezorientowana. Co tu się dzieję ? Nie miałam nawet siły zapytac. Im dłużej przyglądałam się starcowi tym bardziej zdawał się podobny do dawnego dyrektora. Tylko, że nie tak go zapamiętałam. Wtedy jeszcze nie był posiwiały i pomarszczony. A więc byłam w jego gabinecie. Prawie podskoczyłam, gdy ktoś zapukał do drzwi i otworzyły się z podobnym skrzypnięciem.
- Dzień dobry, przepraszam, że tyle mi to zajęło.- W drzwiach była Dalia ! Zdjęła kurtkę oraz szalik i założyła je na fotel po czym usiadła na przeciwko dyrektora. Totalnie mnie zignorowała. To zupełnie nie w jej stylu.
- Tak, więc pani Ravenwood. Mówiłem już co się wydarzyło i nie będę powtarzał. Koszty są dośc duże, nie oszukujmy się. Niestety, mimo że to co zrobiła panna Ravenwood nie było zamierzone i tak muszą państwo pokryc koszty. - Mówił spokojnym głosem, a ja słyszałam tylko częśc tego co mówił. Chciałam sobie przypomniec co właściwie się wydarzyło. Ile spałam ? Kto mnie tu przyniósł i po co ? Co tu robi Dalia ? I o jakich kosztach mówi dyrektor ?
- Bardzo pana przepraszam. Ja nie wiedziałam, że Agnes by mogła zrobic coś takiego.. - O czym ona mówiła ? Przetarłam ręką oczy by się rozbudzic i wtedy zobaczyłam, że mam obandażowane palce. Przez banadaż było widac zaschniętą krew. I wtedy mi się przypomniało, że rozwaliłam kosza. Przypomniało mi się jak poleciało na mnie szkło i kiedy upadłam wbiło się w ręce. I przypomniałam sobie te piękne zielone oczy. Szkoda tylko, że nie pamiętam do kogo należały.
- Zapewniam panią, że panna Ravenwood na pewno nie zrobiła tego specjalnie. To był wypadek, aczkolwiek zastanawia mnie skąd ta dziewczyna ma tyle siły. To tylko nastolatka, a rozwaliła kosza z takim impetem, że teraz jest cała pokaleczona od szkła. - Mówił dyrektor. Żadne z nich nie zwracało na mnie większej uwagi.
- Dobrze. Postaram się jak najszybciej pokryc koszty. Jeszcze raz przepraszam. - Dalia podała rękę dyrektorowi i pociągnęła mnie mocno za rękę. Ciągnęłam się za nią, bo ciężko mi było chodzic o własnych nogach. Kiedy wyszłyśmy z gabinetu dyrektora zobaczyłam łzy w jej oczach.
- Dalio co się dzieję ? - Zapytałam, a ona otarła łzę ręką.
- Jak mogłaś to zrobic ?
- Przecież nie zrobiłam tego specjalnie.- Naprawdę sama nie wierzę w to jakim cudem rozwaliłam kosza. Faktycznie rzuciłam mocno piłką, bo słysząc za sobą te złośliwe głosy po prostu się wkurzyłam, ale nie wiem jak mogłam rozwalic kosza.
- Naraziłaś nas na ogromne koszty Agnes...- Wsiadłyśmy do auta, a Dalia przekręciła kluczyk.
- Przecież wujek i tak ma na to pieniądze.- Wiem, że to co powiedziałam było trochę niegrzeczne, ale wujek mieszka w wielkiej bogatej rezydencji, stac go na naprawdę dużo, a Dalia robi z tego taki problem.
- To nie znaczy, że można szastac pieniędzmi na prawo i lewo. Zobaczymy co zrobisz jak ci ich kiedyś zabraknie. Może wtedy odkryjesz ich wartośc. Zobaczymy co Malcolm na to powie..
***
Weszłyśmy do jak zawsze pachnącego lawendą domu. Wujek siedział w swoim ulubionym fotelu paląc fajkę i oglądając kanał sportowy.
- Więc jaką jej dasz karę Malcolmie ? - Zapytała Dalia ledwo co wchodząc do domu. Skąd u niej nagle taka złośc ? Dlaczego tak bardzo się tym przejęła ? Zwykle Dalia jest bardzo miłą osobą.
- O jakiej karze mówisz Dalio ? - Zapytał wujek i mocno zaciągnął się fajką.
- Jak to o jakiej. Należy jej się kara za tego kosza. Musi poznac konsekwencje swoich czynów ! - Dalia wyglądała jakby chciała tupnąc nogą.
- Wiesz co Dalio myślę, że przesadzasz. Owszem źle zrobiła, ale myślę, że wyciągnęła z tego wnioski. Zresztą to był głupi wypadek.
- Jak wolisz. - Odparła Dalia zdenerwowana i od razu ruszyła do kuchni.
- Dziękuję wujku. - Uśmiechnęłam się do niego, a on również się uśmiechnął.
- Widzisz Agnes, Dalia w dzieciństwie żyła w dośc ubogich warunkach. Zna wartośc pieniędzy i na pewno dlatego się tym tak przejęła. - Teraz zrobiło mi się żal Dalii. Nigdy nikt mi nie mówił, że wychowała się w ubogiej rodzinie.
- Rozumiem. - Rzekłam krótko i już szłam w stronę pokoju.
- Agnes ! - Odwróciłam się. - Może się przebiegnij to bardzo odpręża. A wydaję mi się, że jesteś nieco spięta po dzisiejszych wydarzeniach. - Kiwnęłam głową i poszłam na górę.
***
Biegłam leśną ścieżką wsłuchując się jak pod stopami łamią się gałązki. Nie wiem dokąd biegłam i w jakim celu, ale faktycznie czułam się szczęśliwsza. Pędziłam od dłuższego czasu nie czując zmęczenia. Zastanawiałam się czy mi się polepszyła kondycja czy po prostu mój organizm tego potrzebował. Tak czy inaczej przestała mnie bolec głowa i czułam się całkowicie odprężona. Zupełnie jakby mi z głowy wyleciały wszystkie niepokojące myśli. Czułam przypływ pozytywnej energii. Biegłam jak szalona i wtedy na coś wpadłam. Upadłam na ziemie kilka metrów dalej z niezwykłą siłą. Stęknęłam z bólu. Otworzyłam oczy i widziałam przed sobą wilka. Zamarłam. Ale to nie był wilk, który mnie prześladował w snach. To był wilk z tymi smutnymi oczami, które prosiły bym go nie wyjawiła. Stał tylko i patrzał na mnie tym razem wesoło. Zrobiło mi się niedobrze, gdy zaczął do mnie wolno podchodzic. Kiedy już się zbiliżył przerażona, że mnie ugryzie zamnęłam oczy ściskając powieki, a on mnie po prostu polizał. Fuj. Wytarłam twarz rękawem kurtki. Spróbowałam wstac powoli. Mimo wszystko nie do końca mu ufałam. Postanowiłam uciekac. Nie byłam pewna czy to dobry pomysł, ale nie było innego wyjścia. Rozpędziłam się i zaczęłam biec sprintem jak najszybciej potrafię. Sama nie wiedziałam, że potrafie tak szybko biegac. Odwróciłam głowę i zobaczyłam, że wilk biegnie za mną. Zaklęłam w duchu, bo mój pomysł był do bani. Kilka sekund później wilk biegł już tuż obok mnie zadowolony. Czułam się taka szczęśliwa, gdy tak zasuwałam. Wilk biegł obok mnie jak gdyby nigdy nic. Zastanawiałam się czy to nie sen, bo jeśli to była rzeczywistośc to była zbyt piękna...
Tagi: opowiadania
14.11.2014 o godz. 17:18
Wydawałoby się, że gorzej już byc nie może. Ale jednak okazało się, że może, gdy wujek mi oznajmił, że idę do szkoły. To dziwne, bo jeszcze wczoraj leżałam z potworną gorączką i bólem głowy, a dzisiaj byłam całkiem zdrowa.
- Nie obchodzi mnie, że miałaś wczoraj gorączkę. Dzisiaj już nie masz. - Mówił wujek jak zwykle tym swoim spokojnym i melancholijnym głosem. Z jego ust wylatywał dym z fajki. Chciałam krzyknąc '' Nie '', ale wiedziałam, że to nic nie da. Ta kłótnia nie miała sensu, więc wyszłam z salonu zatrzaskując drzwi z całej siły. Usłyszałam huk i odwróciłam się szybko. Drzwi leżały na ziemi. Jak to tak po prostu wyleciały z zawiasów ? Dalia przebiegła pędem pytając co się stało. Wytrzeszczała oczy, a wuj patrzał tylko na mnie z uśmiechem.
- Przepraszam. - Mruknęłam. Nie miałam zamiaru ich zniszczyc.
- Nic się nie stało. Naprawię to. - Wyszłam z domu starając się już nie trzaskac drzwiami.

***

Gdy zobaczyłam tylko moją ogromną starą szkołę zrobiło mi się niedobrze. Tak cholernie jej nienawidziłam. A raczej nienawidziłam ludzi, którzy tu byli. Ludzi drwili ze mnie tylko, dlatego że jestem bratanicą Malcolma. Właściwie sama nie czemu wszyscy go tak nienawidzili. Ludzi mówili, że to stary dziwak, który wychodzi z domu tylko nocami. Według mnie wuj Malcolm jest dobrym człowiekiem. Może jest lekko pokręcony, ale jest dobry. Weszłam do budynku i gdy tylko zobaczyłam te pomieszczenie pojawiły się wspomnienia. Pamiętam jak mi w dzieciństwie założyli śmietnik na głowę, pamiętam jak mnie wyzywali, pamiętam jak popychali mnie jak szmatę. A nauczyciele zachowywali się jakby nic nie widzieli. Zupełnie jak by mieli lepsze rzeczy do roboty. Poczułam łzy w oczach. Zawsze byłam emocjonalną osobą. Przeżywałam wszystko mocniej niż inni. Udawałam silną, ale taka nie byłam. W końcu otarłam łzę ręką i poszłam dalej. Nie mogłam płakac. Nie teraz. Moi dawni prześladowcy nie powinni mnie widziec słabej. Od teraz będę silna.
- O kogo ja widzę ! Ej patrzcie to ta od Ravenwooda. - Krzyknął jakiś chłopak mający jakieś 2 metry. Jak zwykle nikt nie znał mojego imienia. Nazywano mnie '' tą od Ravenwooda ''. Poczułam się potwornie, ale przypomniało mi się, że miałam byc silna. Nie mogę sobą pomiatac. Nagle przypomniała mi się moja rozmowa z Jeffreyem. Mu umiałam dogadac, więc dlaczego nie umiałam dogadac jakiemuś udającemu kozaka licealiście ?
- Cieszę się, że jestem popularna .. - Rzuciłam przez ramię i odeszłam. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Wreszcie to ja kogoś zmieszałam z błotem.

***

W klasie byli ci sami ludzie, których znałam wcześniej. Były tylko dwie nowe osoby, których imienia nie znałam. Stresowałam się, bo właśnie zbliżała się lekcja wf-u. Nienawidzę wf-u. Nie jestem dobra w żadną grę i na boisku czuję się zawsze jak pokraka.
- Dzisiaj gramy w koszykówkę i cwiczymy dwutakt. Najpierw próbujecie sami, a potem na ocenę każdy osobno. - Całą lekcję bałam się mojego dwutaktu na ocenę. Wiedziałam, że się ośmieszę. Ciągle spoglądałam na zegar mając nadzieję, że nagle coś wypadnie nauczycielowi i do pokazu nie dojdzie. Oczywiście los lubi robic mi na złośc i okazało się, że powoli nadchodzi moja kolej. Patrząc jak innym dobrze idzie stresowałam się, że dam gafę. W końcu przyszła moja kolej. Wstałam trzęsąca się z ławki. Wf-ista rzucił mi piłkę, ale jej nie złapałam i wypadła mi z rąk. Wszyscy zaczęli się śmiac, a ja czerwona wkurzyłam się, że się ośmieszyłam jeszcze przed rzutem. Stałam, więc z piłką w ręku. Wzięłam rozbieg.
- Biegnij pokrako. Pewnie zaraz się przewróci. Ale ciota ! - Słyszałam z tyłu głosy. Miałam ochotę zabic te osoby tą piłką. Stałam się tak wściekła, że rzuciłam piłką w kosza z całej siły. I nagle usłyszałam huk, a z góry posypało się szkło. Spojrzałam w górę. Kosz był zupełnie rozwalony. Czułam szkoło w palcach.
Jak to możliwe ?! Co ona zrobiła ?! - Słyszałam za plecami. Ktoś pomógł mi wstac. Okazało się, że to nauczyciel i nowy chłopak.
- Jak ty to zrobiłaś ? Czy wiesz ile ten kosz kosztował ?! - Nauczyciel stał się bardo zdenerwowany. Tymczasem chłopak wpatrywał się w krew w moich palcach. Zrobił zdziwioną minę, a ja popatrzałam mu w oczy. Piękne zielone oczy. Przyciągające swoim pięknem i blaskiem. Mogłam w nie patrzec godzinami. To sprawiało taką przyjemnośc. I wtedy chłopak odwrócił wzrok i pobiegł. A ja czułam jak mi się robi słabo. Z góry słyszałam słowa :
- Ona robi się blada.- Głosy zdawały się oddalac. Były coraz cichsze. Nie mogłam już rozpoznac słów. W powietrzu czułam unoszący się zapach krwi. W uszach mi szumiało, a powieki zaczęły opadac....
Tagi: opowiadania
12.11.2014 o godz. 17:06

Wokół była ciemnośc. Widziałam tylko te głębokie pełne nienawiści oczy. Były tak bardzo hipnotyzujące. Chciałam od nich uciekac, ale one sprawiały, że tylko stałam w bezruchu. Nie mogłam przestac na nie patrzec, chodź tego chciałam. Wiedziałam, że te oczy pragną z całego serca mnie zabic. Wiedziałam. I wtedy usłyszałam okropne warknięcie i zobaczyłam zabójcze kły. Mój koniec był bliski. Czułam piekący ból w każdej części mojego ciała. Czułam unoszący się w powietrzu zapach mojej krwi. Czułam, że odpływam ...

I wtedy się obudziłam. Usiadłam na brzegu łóżka próbując uspokoic szybkie bicie serca. '' To tylko zły sen '' powtarzałam w myślach. Ale to nic nie dawało. Ręce mi drżały jak miałabym początki Parkisona. Miałam problem z odróżnieniem fikcji i rzeczywistości. Ten sen był tak realny, że niemal czułam zapach krwi w powietrzu. Pomasowałam głowe, która zaczęła mocno pulsowac. Zobaczyłam, że przez rolety przedziera się słońce. Wyszłam więc z łóżka, odsłoniłam roletę i otworzyłam okno. Widok słońca mnie uspokoił. Wychyliłam głowę przez okno i zaczęłam oddychac głęboko mroźnym powietrzem. I wtedy go zobaczyłam. Zobaczyłam wilka z mojego snu. Stał w oddali jak gdyby nigdy nic obok pniów drzew. Wpatrywał się z nienawiścią prosto we mnie. Przerażona bałam się jego oczu, więc szybko zatrzasnęłam okno i usiadłam znów na łóżko. Poczułam jak mi się robi słabo.
- Kochanie śniadanie już gotowe. - Weszła cicho do pokoju Dalia ubrana w biały fartuch poplamiony czekoladą. - Agnes ? Wszystko w porządku ? - Podeszła do mnie i złapała mnie za rękę.
- Trochę boli mnie głowa... - Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, ale nie chciałam nic wspominac o złych snach.
- Jesteś bardzo blada. Pójdę po termometr.- Wybiegła z pokoju. Bolała mnie każda częśc ciała. Zupełnie jakby ten sen był wpół prawdziwy. Już sama nie wiem co o nim myślec. Weszłam pod kołdrę i wtuliłam się w poduszkę, ale ból nie ustał. Dalia podeszła do mnie i zmierzyła mi gorączkę.
- Nie do wiary ! 40,5 stopni ! Malcolm !! - Dalia zaczęła wołac wuja. Czyżby to było tylko przeziębienie ? Może wczoraj będąc na zimnym powietrzu się zaraziłam ? Czy ugryzienie i ta gorączka może byc ze sobą powiązane ? Miałam tyle pytań w głowie, ale nie mogłam nikomu o tym powiedziec. Po prostu miałam przeczucie, że lepiej trzymac to w tajemnicy.
- Co ? - Wuj wszedł nagle do pokoju jak zwykle z fajką i gazetą w ręku.
- Agnes ma 40,5 stopni gorączki. Może powinniśmy jechac do szpitala ?
- Absolutnie ! - Wujek krzyknął głośno ze złością w oczach.
- Ależ Malcolm taka temperatura jest niebezpieczna !
- Nie ma mowy -Wuj uderzył z całej siły pięścią w stół. Dalia aż podskoczyła. Zastanawiało mnie, dlaczego wujowi tak bardzo zależało, abym została w domu. To było podejrzane, ale nie miałam siły się nad tym zastanawiac. Za bardzo mnie bolała głowa. W sumie na rękę było mi siedzenie w domu. Nie lubię szpitali.
- No dobrze, ale jak coś się stanie to ty będziesz miał to na sumieniu. - Powiedziała. - Pójdę ci zrobic herbatę słonko, a później spróbujemy zbic gorączkę. - Rzuciła stojąc w drzwiach. Wuj tymczasem podszedł do mnie i usiadł na brzegu łóżka. Zaciągnął się fajką, a później dmuchnął mi dymem prosto w twarz. Zakaszlałam.
- Przysięgam ci Agnes, że jutro będziesz zdrowa jak ryba. Ale chyba lepszym by było określenie zdrowa jak wilk.- Uśmiechnął się i za nim zdąrzyłam coś powiedziec wyszedł z pokoju. Czy on o czymś wiedział ? Był w lesie, gdy ugryzł mnie wilk ? Wiedział o moim koszmarze ? Wszystko tu nie trzymało się kupy. Wuj Malcolm zawsze był dziwny i tajemniczy, ale teraz zaczynam się go bac.

***

Leżałam w łóżku przęłaczając kanały. Popijałam już chyba setną szklankę gorącej herbaty przyniesionej przez Dalie. Gorączka nie wiele spadła, ale czułam się lepiej. Nagle natknęłam się na kanał z wiadomościami. '' Znaleziono ciało małego chłopca nie opodal lasu. Rodzina złożyła zaginięcie już 2 dni temu. Ciało zostało znalezione dziś około godziny 15:00 przez przypadkowego mężczyznę, który akurat wybierał się na grzyby. Prawdopodobnie do zgonu doszło po przez zaatakowanie chłopca przez wilka. Alarmujemy całe Seattle by nie chodzili po lasach. Wilki są bardzo agresywne i mają wściekliznę. Prosimy by rodzice pilnowali swoich dzieci. Policjanci oraz leśniczy będą polowac na wilki w okolicznych lasach. Miejmy nadzieję, że ten horror się jak najszybciej skończy. '' Donosili dziennikarze. Zaczęło mnie zastanawiac dlaczego ten wilk, którego spotkałam w lesie mnie nie zabił. Może dlatego, że ten drugi mnie obronił ? To było dziwne. Może źle zrobiłam nie mówiąc policjantowi o tym co zaszło. Może przeze mnie zginą następni ludzie... Czułam się podle. Wyłączyłam telewizor i próbowałam zasnąc, ale nie mogłam zmrużyc oka. Ciągle myślałam o tych wilkach. One mnie prześladowały ...
polak_polakowi_wilkiem.gif
Tagi: opowiadania
11.11.2014 o godz. 21:58
Szłam leśnymi ścieżkami wsłuchując się w odgłosy lasu. Zero ludzi, zero samochodów. Tylko ja, szelest spadających liści i trzaskające pod moimi stopami gałązki. Uwielbiałam spędzac czas w lesie. To było miejsce, które sprawiało, że byłam odprężona. Byłam z daleka od ludzi, za którymi nie przepadałam. Tak, zdecydowanie byłam typem samotnika. Należałam do osób, które wolały posiedziec w ciszy i osamotnieniu. Szłam w stronę łąki, która była ulubionym miejscem mojego dzieciństwa. Nie byłam tu tak dawno. Po śmierci ojca znowu wróciłam do Seattle. Musiałam zamieszkac z wujem Malcolmem. Rozmyślałam jak zareagują na mnie ludzie z mojej nowej szkoły, a właściwie starej szkoły. Kiedyś już tu mieszkałam w dzieciństwie, ale kiedy tata znalazł pracę w Phoenix przeprowadziliśmy się. Teraz znowu tu jestem. Wspomnienia powracają. W szkole nie czeka mnie raczej entuzjastyczne przywitanie. Ludzie z mojej szkoły za mną nie przepadali. Mówili, że jestem dziwna, nabijali się ze mnie. Nigdy nie miałam przyjaciół, zawsze trzymałam się na uboczu, dlatego wyrosłam na dziwną osobę. Na osobę cichą, zamkniętą w sobie. Po pół godzinnym spokojnym marszu wreszcie dotarłam do miejsca pełnego wspomnień. Wyglądało jak zawsze. Przez środek łąki przechodził strumyk wypełniony kamieniami na dnie, a wokoło było pełno drzew, po których niegdyś chodziłam. Miejsce to jednak nie wyglądało magicznie bez tych pięknych kwiatów. Usiadłam pod moim ulubionym drzewem i patrzałam na strumyk. Wsłuchiwałam się w jego cichu szum. Oparłam głowę o drzewo i stwierdziłam, że mogłabym tak siedziec godzinami. Nie zauważyłam nawet, gdy moje oczy wypełniły się łzami. Tak bardzo tęskniłam za tatą, a w tym miejscu czuję się tak obco, mimo że mieszkałam tu w dzieciństwie. Chciałabym wrócic do czasów, gdy moje życie było całkiem beztroskie. Do czasów, gdy byłam dzieckiem. Moje rozmyślania przerwał szelest liści niedaleko mnie. Gwałtownie wstałam na nogi i rozglądałam się dookoła nerwowo. Niemożliwe by ktoś tu chodził. To miejsce jest za głęboko w lesie. Poczułam szybsze bicie serca. Ciągle obracałam głowę szukając miejsca, z którego wywiódł się dźwięk. I nagle usłyszałam za sobą trzask gałązki. Odwróciłam się o sto osiemdziesiąt stopni i zobaczyłam przed sobą ogromnego rudego wilka, aż dech mi zaparło w piersiach. Przez chwilę nie mogłam uwierzyc w to co widzę. Nie mogłam się ruszyc. Patrzałam na niego tylko wytrzeszczając oczy. Poczułam swój szybszy oddech , gdy zza rudego wilka wyłonił się jeszcze większy czarny jak węgiel wilk. Spojrzałam w jego piękne złociste oczy, a on podchodził bliżej i bliżej. Miałam go na wyciągnięcie ręki. Zastanawiałam się czy nie powinnam uciekac, ale zaraz zrozumiałam, że bez problemu by mnie dogonił. Zresztą chyba bym nie miała odwagi by chociażby drgnąc. Poczułam strach, gdy wilk zaczął głośno warczec, jakby bronił swojego terytorium. Byłam całkiem zdezorientowana. Nie wiedziałam co robic. I nagle wilk rzucił się na mnie z ogromną siłą i ugryzł mnie w nogę. Poczułam tak silnie piekący ból, że aż pisnęłam. W błyskawicznym tępie podbiegł rudy wilk i zaczął warczec na tamtego. Obydwoje zaczęli się gryśc, aż w końcu czarny wilk uciekł. Zrobiło mi się nie dobrze. Spróbowałam wstac, ale noga mnie strasznie bolała. Zobaczyłam krew, więc ściągnęłam bluzę i przystawiłam ją do rany. Rudy wilk patrzał na mnie nerwowo, ale zaraz schował się za drzewo. Zastanawiałam się dlaczego on mnie nie zaatakował. Zaczęłam oglądac ranę, gdy nagle usłyszałam za sobą dobrze mi znany i znienawidzony przeze mnie głos. Wiedziałam kto to nim się odwróciłam.
- Agnes Ravenwood ? - Odwróciłam się i przed oczami miałam policjanta , którego nienawidziłam. Policjant Jeffrey zawsze mi uprzykrzał życie. Jego zadaniem było pilnowanie lasu, w którym ja przebywałam dośc często. Jako dziecko byłam bardzo pyskata, więc wiele dorosłych za mną nie przepadało. Jak najszybciej zakryłam ranę i spojrzałam na niego obojętnie ukrywając ból. - Jakież miłe spotkanie po latach Agnes. Widzę, że dalej bawisz się w leśną wróżkę. - Odparł swoim niskim głosem patrząc na mnie z niesmakiem.
- A ja widzę, że pan dalej nie dostał awansu. - Odgryzłam się czując złośc. Może jednak dalej jestem pyskata, jednak nie obchodziło mnie czy zachowuje się grzecznie wobec Jeffrey'a. Policjant od razu zrobił skrzywioną minę nie mogąc wymyślic żadnego sarkazmu.
- Odpuśc sobie Agnes, nie złamiesz mnie. Lepiej mi powiedz czy widziałaś jakieś wilki w pobliżu ? - Stałam tak chwile zastanawiając się czy mu powiedziec o zdarzeniach, które tu zaszły, ale zaraz stwierdziłam, że nie warto to mówic wrogowi. Kątem oka spojrzałam na rudego wilka, który ciągle chował się za drzewem i miał smutne oczy. Tak cholernie hipnotyzujące oczy. Szybko odwróciłam wzrok by nie wydac na co patrze.
- Wilki w Seattle ? Oszalał pan ? - Jeffrey popatrzał na mnie z nienawiścią.
- Tak. Mieliśmy już kilka zgłoszeń. Podobno są bardzo agresywne. Mam na nie polowac, aby mieszkańcy czuli się bezpiecznie. - Rzekł z większym spokojem, a mi się zachciało śmiac.
- W takim razie zaczynam się martwic o mieszkańców. - Policjant nie odpowiedział, ale wiedziałam, że w środku gotuję się ze złości. - No nic. Powodzenia przy polowaniu życzę. - Powiedziałam z sarkazmem i odeszłam od policjanta ciągle zakrywając ranę. Martwiłam się trochę o tego wilka, który był za drzewem, ale inaczej mu nie mogłam pomóc. Właściwie to ten wilk mnie obronił przed tym czarnym, a przynajmniej tak to wyglądało. Sama nie wiem co o tym myślec. Odeszłam od policjanta strając się nie kulec przy każdym kroku co nie było łatwe.
***
Weszłam do ogromnej gotyckiej posiadłości Ravenwoodów. Posiadłości , której pozazdrościłby nie jeden bogacz. I posiadłości, której bali się okoliczni mieszkańcy. Wchodząc do środka czułam zapach lawendy. Wujek Malcolm kochał lawendę, więc jej zapach unosił się w każdej części domu. Jest to oczywiście zapach mojego dzieciństwa. Skręciłam w stronę kuchni szukając Dalii - kobiety, która opiekuję się wujem tak długo, że stała się częścią rodziny. Stała przy garnkach mieszając zupę. Oparłam się o framugę drzwi.
- I jak było ? Dużo się zmieniło na twoje łące ? - Zapytała optymistycznie doprawiając zupę.
- Właściwie wygląda tak jak zawsze - Odparłam dalej nie mówiąc o wilkach. Sama nie mogłam uwierzyc, że to się stało naprawdę, dlatego nie chciałam tego nikomu opowiadac. Nie chcę, żeby wszyscy myśleli, że jest ze mną gorzej niż podejrzewali. Niespodziewanie Dalia odwróciła się i wytrzeszczyła oczy. Podbiegła do mnie rzucając łyżkę na stół.
-Dziecko kochane co ci się stało w nogę ? - Westchnęłam. Nie chciałam, żeby Dalia to zobaczyła. No, ale za późno.
- Nic wielkiego, po prostu podrapałam się o gałęzie.
- Gałęzie ? Zawsze byłaś niezdarna, no ale ta rana jest taka głęboka. Chodź szybko trzeba coś z tym zrobic. - Dalia pociągnęła mnie za rękę zapominając o zupie. Nagle do salonu wszedł wuj Malcolm.
- Co się stało ? - Usiadł na ogromnym fotelu i zapalił fajkę.
- Uwierzysz, że ta niezdara podrapała się o gałęzie ? - Zapytała Dalia bandażując mi nogę. Wujek wstał i przypatrzył się ranię. Później patrzał na mnie takim dziwnym wzrokiem i uśmiechnął się lekko.
- Oj chyba zapomniałaś Dalio, że nasza Agnes zawsze skakała po drzewach, na pewno coś wykombinowała. - Mówiąc to poszedł w stronę starych drewnianych schodów. Za nim pozostały tylko białe smugi dymu w powietrzu. Nie wiem do końca co oznaczało to spojrzenie. I chyba wolałabym nie wiedziec ...
Tagi: opowiadania
11.11.2014 o godz. 17:06